Jak być rodzicem w kryzysie? „To ja muszę się zmienić” – rozmowa z Marią Urbańczyk, terapeutką środowiskową w Centrum Zdrowia Psychicznego
Wychowanie dzieci w dzisiejszym świecie to wielkie wyzwanie, które niejednokrotnie prowadzi rodziców i opiekunów w ślepe zaułki. Jak sobie radzić z buntem nastolatków, jak komunikować się z dzieckiem, które „zamyka się w sobie”, jak towarzyszyć mu w trudnych wyborach i jednocześnie nie rezygnować z bycia rodzicem? O tym rozmawialiśmy z Marią Urbańczyk, terapeutką środowiskową prowadzącą warsztaty dla rodziców i opiekunów w kryzysie w Centrum Zdrowia Psychicznego przy Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Nowym Targu.
Nie chodzi o to, żeby walczyć. Chodzi o to, żeby siebie usłyszeć
„Spotykam się najczęściej na warsztatach z rodzicami, opiekunami, z osobami, które towarzyszą młodym osobom w drodze dorastania. Dokładnie jest to szkoła dla rodziców i wychowawców” – tłumaczy Maria Urbańczyk.
Warsztaty, które prowadzi, to cykl 10–12 spotkań, każde trwające trzy godziny lekcyjne. „Pierwszy poziom jest podstawowy i dotyczy wszystkich. Drugi jest skierowany do rodziców z więcej niż jednym dzieckiem, kiedy pojawiają się trudności w relacjach między rodzeństwem. Trzeci poziom to już komunikacja z nastolatkiem i specyfika tego okresu dorastania”.
W społecznym przekazie często powtarza się, że „najgorzej jest z nastolatkami” – czy rzeczywiście?
„Nie wiem, czy najgorzej. Na pewno jest to przełomowy okres. Potrzebujemy bardziej słuchać młodego człowieka, dawać mu przestrzeń, by mógł uczyć się wolności przez doświadczenie odpowiedzialności. Często chcemy ochronić go przed błędami, a jak już go popełni to nie potrafimy pomóc odkryć, co z tego można zrozumieć i wydobyć”– wyjaśnia terapeutka.
I dodaje obrazowo: „Lubię mówić o granicach, że to jest jak lejek. Małe dziecko ma wąskie granice. Dorasta – granice poszerzamy. Często w wychowaniu popełniamy błąd – najpierw dziecko „może wszystko”, a gdy pojawiają się trudności, nagle granice zacieśniamy i zaczyna się walka”.
Czy więc relacja rodzic – nastolatek powinna być bardziej partnerska?
Maria Urbańczyk odpowiada ostrożnie: „Nie chciałabym, żeby ktoś tak zrozumiał, że rodzic i dziecko stają się partnerami. Rodzic powinien być rodzicem, a dziecko – dzieckiem. Każda osoba ma swoją własną odpowiedzialność – i jej ciężar powinien być proporcjonalny do jej możliwości. Gdy rodzic zwierza się dziecku z dorosłych problemów, przekracza granicę, która narusza naturalny porządek – dziecko staje się „zastępczym dorosłym”.
Kryzysy, błędy, wartości
Tematy poruszane podczas warsztatów są bardzo różne. To nie tylko komunikacja i „bunt nastolatka”, ale także zachowania ryzykowne, eksperymentowanie z używkami, a także zagubienie tożsamościowe. „Dzisiaj młodzi ludzie często pytają sami siebie: „kim ja w ogóle jestem?”, „czy jestem kobietą, czy mężczyzną?”. Wielu rodziców przychodzi do nas, bo nie wiedzą, jak w tym wszystkim towarzyszyć swojemu dziecku. Myślę że człowiek na tym etapie nie tyle „ma” tożsamość, ile ją kształtuje przez wybór, przez działanie, przez odpowiedzi na pytania, które stawia mu życie. Dorosły w tym wszystkim może wspierać ten proces ale przez bycie drogowskazem a my często wchodzimy w rolę steru. Najważniejsze pytanie, jakie rodzic może sobie postawić, nie brzmi: co robi moje dziecko?, ale „do czego chcesz wychować swoje dziecko, do jakich wartości?”. To często odkrywcze pytanie dla rodziców” – opowiada terapeutka.
Podkreśla też, że dzieci uczą się głównie przez obserwację dorosłych.
„Dziecko czerpie wzorce z nas. Dzisiaj nasze rodziny są mniejsze, często nie ma w pobliżu dziadków, cioć, wujków. Warto się zastanowić: czy ja potrafię być odpowiedzialny, skoro chcę wychować dziecko do odpowiedzialności? Trudno wymagać od dziecka wartości, których sam nie mam”.
Ważne są także drobiazgi codziennej obecności: „Zwłaszcza nastolatkowie potrzebują, żeby ich po prostu wysłuchać. Nie moralizować, nie oceniać. Najczęściej słyszę od młodych: „mama potrafi tylko komentować, a ja bym tylko chciał, żeby mnie wysłuchała”. Bagatelizowanie problemów bardzo zamyka dziecko. Potrzebujemy być obecnymi, nieoceniającymi i wiernymi – wiernymi nie wyobrażeniu o dziecku, lecz jemu samemu jako osobie która jest w drodze. W tej postawie młodemu człowiekowi łatwiej odnaleźć siebie– nie przez izolację, lecz przez relację”.
Kiedy to już kryzys?
Na pytanie, kiedy sytuacja w rodzinie wymaga już sięgnięcia po pomoc z zewnątrz, Maria Urbańczyk odpowiada: „Jeżeli jako rodzic czuję, że coś nie działa, że nie umiem dotrzeć do dziecka, porozmawiać, to warto szukać pomocy. Choćby po to, żeby zobaczyć, że inni mają podobnie, że nie jestem w tym sam. To już jest budujące, poczucie osamotnienia bywa gorsze niż sam problem”.
Wielu uczestników warsztatów przechodzi w trakcie cyklu pewną przemianę. : „Często na początku rodzic mówi: „chciałbym, żeby moje dziecko się zmieniło”. A w połowie warsztatów słyszę: „to ja muszę się zmienić”. Rodzic, który sam się rozwija, staje się dla dziecka żywym dowodem, że zmiana jest możliwa i sensowna. To jest taki przewrót kopernikański” – uśmiecha się terapeutka.
Warsztaty mają także formę praktyczną. „Zapraszamy do doświadczenia. Przykład: spośród uczestników jeden rodzic wciela się w swoje dziecko, drugi w rodzica i próbują przeżyć typową sytuację domową. Przez doświadczenie rodzic, uczy się nie tylko rozumieć, ale też czuć, co dziecko może przeżywać. To zbliża do siebie, nawet jeśli konflikt się nie rozwiązuje od razu. Sam akt próby zrozumienia już zmienia atmosferę relacji. To też pozwala zobaczyć własne schematy zachowań i znaleźć inne sposoby. Ja, jako dorosły, mogę wybrać inną odpowiedź niż złość, presja czy bezsilność”.
Dla rodziców i wychowawców
„Szkoła dla rodziców i wychowawców” w Centrum Zdrowia Psychicznego w Nowym Targu otwarta jest również dla nauczycieli. „Oni także uczą się, jak rozmawiać z dzieckiem, jak je usłyszeć, nie oceniać, jak reagować na trudne sytuacje w grupie. Nie chodzi o to, żeby ktoś stał się ekspertem od problemów, bardziej o to by być kimś, kto nie odchodzi, nawet gdy nie zna rozwiązania. To obecność, nie poprawność buduje więź” – podkreśla Maria Urbańczyk.
Na zakończenie rozmowy dodaje: „Chciałabym, żeby każdy rodzic, który przychodzi, zadał sobie pytanie: co jest dla mnie ważniejsze – to, za czym biegam, czy relacja z moim dzieckiem? To taka uczciwość wobec samego siebie. Bo nikt inny niż rodzic nie może zdecydować, co naprawdę się liczy. Warto się zatrzymać i usłyszeć młodego człowieka, którego mamy obok. On tego naprawdę potrzebuje”.
Więcej informacji o zapisach na warsztaty dla rodziców i wychowawców można uzyskać w rejestracji Centrum Zdrowia Psychicznego przy Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Nowym Targu lub telefonicznie: 18 26 12 800. Warsztaty są bezpłatne i prowadzone w kameralnych grupach.
