Z jednej strony światła, a z drugiej – trumna – rozmowa z Sylwią Mensfeld-Leja, która od lat żyje ze schizofrenią i dzieli się swoim doświadczeniem choroby

2025-09-16
< wróć do aktualności

Schizofrenia jest jedną z najbardziej nierozumianych chorób psychicznych. Tajemnicza i często stygmatyzowana, rodzi strach i niezliczone stereotypy. Tymczasem za tym medycznym określeniem kryją się ludzie – ze swoimi marzeniami, dramatami i walką o normalne życie. Sylwia Mensfeld-Leja, przez kilka lat asystentka zdrowienia w Centrum Zdrowia Psychicznego przy Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym w Nowym Targu, od lat zmaga się ze schizofrenią i dzieli się swoim niezwykłym doświadczeniem. 


„Schizofrenia spłynęła na mnie niczym łaskawe światło” – mówi. W rozmowie opowiada o pięknie i cierpieniu tej choroby, drodze do zdrowienia i… samotności, która – jak podkreśla – jest największym wrogiem.


To inna królewska rzeczywistość


„Schizofrenia jest tajemniczą chorobą. Ja nawet napisałam w swojej książce Rozważania około schizofreniczne, że schizofrenia spłynęła na mnie niczym łaskawe światło – zaczyna opowieść Sylwia Mensfeld-Leja.  „Otworzyła mi oczy, ale tylko, dlatego, że przeszłam przez tę granicę i znalazłam się po drugiej stronie. Jeżeli człowiek nie przejdzie tej granicy, to nawet najlepsze książki nie dadzą mu wglądu, jakiego bym sobie marzyła i o jakim chciałabym, żeby społeczeństwo wiedziało. To nie jest choroba, której można się nauczyć. Nie wystarczy wypunktować objawy, – bo za tymi słowami kryje się tak głębokie, tak spektakularne doświadczenie, że to jest po prostu inna królewska rzeczywistość” 


Sylwia przekonuje, że nawet sztuka, choć nie zna granic, nie potrafi w pełni oddać świata osoby chorującej.  „Sztuka wcale nie otwiera drzwi. Tylko doświadczenie osobiste może pokazać, czym naprawdę jest schizofrenia” – tłumaczy.


Czułam się jakbym wróciła do trumny


Zaskakująco szczerze mówi też o tym, co zyskuje człowiek chory. „Niejednokrotnie zyskuje poczucie, że jest Bogiem. Że ma misję do spełnienia, że został wybrany z wszystkich ludzi na świecie – mówi. Sama doświadczała „przyjemnych urojeń”, które sprawiały, że czuła się „pomiędzy aniołami” . „Kiedy już urosły mi skrzydła i mówiłam językami ludzi, aniołów, pomyślałam: „Sylwia, a co by było, gdyby to wszystko nie było prawdą?”. Ta myśl była jak powrót do trumny. Wszystko stałoby się szare, cała moja ziemia byłaby wypalona, nie byłoby na niej życia i to straszne uczucie” – wspomina.

Mimo mistycznych przeżyć, choroba wywołuje cierpienie. „Kiedy człowiek rozmawia z Bogiem, to asymilują się w nim wszystkie siły. To nie jest proste, bo trzeba sprostać temu wyzwaniu, jakim jest rozmowa z Bogiem” – przyznaje.


Dobry Pan umiera


Moment, w którym rozpoczęła leczenie, opowiada, jako najbardziej bolesny.  „Pielęgniarz zrobił mi zastrzyk. Poszłam do łazienki, zobaczyłam przez okno pięciu aniołów. Pożegnali się ze mną i to był definitywny koniec. Nie wiedziałam, co się stało. Zastanawiałam się, co złego zrobiłam, że Bóg przestał się do mnie odzywać” – mówi ze wzruszeniem. „To nawet nie była miłość, to było apogeum, ekstaza, mistycyzm”.


Te uczucia zamknęła w swoim wierszu Dobry Pasterz, który – jak podkreśla – najlepiej oddaje jej doświadczenie:


Dobry Pasterz

Dobry Pasterz wskazuje właściwy kierunek.

To nic, że wybrał drogę, którą nie szedł nikt jeszcze, że słońce oślepia lub dzień się ku upadkowi chyli ustępując nocy.

Niechaj się stanie noc, byle w duszę nie wrosła.

Idziemy zawsze razem. Pachną złote zioła.

Brodzimy w chłodnej trawie. Łąka jest umajona.

Pokorne posłuszeństwo sługi będzie nagrodzone.

Przed nami wielka niewiadoma. Przyszłości słodka tajemnica.

Obietnica spełnienia.

Dzieciństwo, młodość i wiek dojrzały jednoczą się.

Następuje, objawia się rzeczywistość.

Ciało jest rozluźnione.

Myśli uwolnione od natręctw.

Wędrówka spokojna, bezpieczna i w uniesieniu.

Wszelkie znaki na ziemi i niebie przepowiadają zwycięstwo.

Idziemy razem, ja i Pan.

Dobry Pan umiera.


Tabletki sprowadzają do realu


Pytana o to, jak dziś funkcjonuje, odpowiada: „Mnie w rzeczywistości utrzymują i do tej pory utrzymują leki. To jest bardzo skuteczny sposób na wydobycie się z objawów psychotycznych. Jeżeli ktoś je zażywa to ma do tego stopnia dobry kontakt z rzeczywistością, że nikt nie posądziłby go o chorobę. Pracuje, zakłada rodzinę, żyje normalnie”

Ale przyznaje, że pogodzenie się z „realem” to trudne wyzwanie:, „Jeżeli człowiek niczego nie osiągnął w rzeczywistości, to będzie wybierał tę rzeczywistość, w której jest kimś„


Samotność jest jak choroba


Dziś, jako asystentka zdrowienia wspiera innych pacjentów. Podkreśla, jak wielkim problemem jest samotność. „Ona odbiera siły, podcina skrzydła, powoduje depresję i zamyka wszystkie drzwi. To jest straszne” – mówi. I na zakończenie cytuje swój ulubiony wiersz, którym zachęca wszystkich, aby się nie poddawali:


Przyjacielu, bądź niezwyczajny

Przyjacielu, bądź niezwyczajny, · zmaterii życia utkaj obraz kolorowy i stań się zwiastunem nowych możliwości, ·nowych wartości, nowych idei, nowego sensu, ładu i porządku i wszystkiego, co otwiera ludziom oczy.

Rzeka pragnień przelewa się w nas strumieniami, ale ty pozostań spokojny.

Nie bądź nieufny, nie bądź podejrzliwy, nie bądź zgorzkniały, bo to cię ogranicza.

Jeżeli potrafisz, dąż do ludzi.

Jeżeli umiesz kochać, kochaj.

Stań się niezwykły, zadziwiaj samego siebie.

Poprzez ciężkie dni krocz z duszą ciepłą i jasną i rozkwitaj nawet u podnóża nocy.

A jeżeli zawinisz, błagaj o przebaczenie.

A jeżeli zawinią przeciwko tobie, nie trwaj w zapamiętaniu, otwórz serce.

I pamiętaj, dopóki nie rozpali się w tobie święty ogień, będziesz rozbity i nic nie przyniesie ci ulgi.

Dlatego szukaj iskry życia.

Iskra życia to jest miłość, którą przekazujesz się dalej.


Schizofrenia to nie wyrok

Historia Sylwii pokazuje, że schizofrenia nie musi być końcem – może stać się początkiem nowej drogi. Drogi trudnej, pełnej cierpienia i wyrzeczeń, ale też otwierającej serce na innych. „Stań się niezwykły, zadziwiaj samego siebie”– powtarza swoim podopiecznym. I sama daje przykład, że można.